David Fincher ekranizuje właśnie kontrowersyjną biografię twórcy Facebooka. Warto przy tej okazji zastanowić się jak bardzo internet, a zwłaszcza Web 2.0, wpłynął na nasze życie i relacje międzyludzkie. Ta część świata, która jest podłączona do globalnej sieci, uległa całkowitemu przeobrażeniu. Stworzony na potrzeby armii (jak każda nowinka techniczna), internet stał się nie tylko narzedziem pracy, ale i pomógł przeformułować znaczenie "wolnego czasu" i "wolnego dostępu do informacji". Jego anarchiczna natura koreluje ze stanem świadomości dużej części obywateli tzw. Zachodu. Ludzie przemodelowują swoją świadomość zgodnie ze wskazówkami rozwoju internetu. Myślą skrótowo, błyskawicznie wyszukują i przetwarzają informacje, optymalizują i maksymalizują sieci kontaktów, wreszcie - komunikują się ze sobą zupełnie inaczej. Socjolodzy od dawna piszą o tym, iż elektroniczne listy ze swej natury raczej nie są długie, podobnie jak trudno nam konstruktywnie rozmawiać na forach internetowych. Zamiast dysput, mamy szybką wymianę zdań, której symbolem są tzw. komunikatory, gdzie jedna emotka mówi więcej niż tysiąc słów. Im więcej przebywamy w wirtualnym świecie, tym efektywniej ripostujemy linkami i sprawiamy wrażenie osoby błyskotliwej, inteligentnej, idącej z "duchem czasu".
Internet nas zmienił. I serwisy społecznościowe, część zjawiska zwanego Web 2.0, są być może esencją tej zmiany. Już nie tylko wyszukujemy informacje, ale sami je generujemy. Wolnościowa natura Web 2.0 pozwala rozwijać się internetowi wielokierunkowo, ze wszystkimi plusami i minusami takiej sytuacji. Możemy tworzyć swój wirtualny wizerunek, nawiązywać znajomości czy współtworzyć konkretne serwisy. Radykalny demokratyzm globalnej sieci niektórych przeraża, innych z kolei inspiruje i zachwyca. Faktem jest też, że odkrywa bezmiar ludzkiej głupoty. Ale ta przecież nigdy nie była w defensywie.
Ciekawą cechą współczesnego Web 2.0 jest autorefleksyjność jego użytkowników. Na setkach tysięcy blogów gromadzone są nie tylko przemyślenia userów, ale także miliony interesujących bądź kuriozalnych zdjęć. Opatrzone często krytycznymi opisami, komentują świat. Nie tylko wirtualny, gdyż ten już dawno pokrył się z tym rzeczywistym. W internecie prywatne jest publiczne. A publiczne jest polityczne. Oczywiście wszystko za naszą zgodą.
Web 2.0 i mnie zmieniło. Ukazało nieskończone możliwości tracenia tzw. wolnego czasu, skłaniało do systematyzacji zainteresowań i fascynacji, a nawet reflektowania nad statusem znanych mi ludzi. Internet stale mnie zaskakuje i inspiruje, zawstydza i przeraża, odczarowuje świat i tworzy jego lustrzane, krzywe odbicie. Daje tysiące możliwości, których nawet nie potrafię wykorzystać. Ale wyciągam po nie rękę, rządny nowości. Sam już nie wiem czy bardziej mnie to cieszy czy frustruje. Wiem jedno: internet zabija powoli.
Internet nas zmienił. I serwisy społecznościowe, część zjawiska zwanego Web 2.0, są być może esencją tej zmiany. Już nie tylko wyszukujemy informacje, ale sami je generujemy. Wolnościowa natura Web 2.0 pozwala rozwijać się internetowi wielokierunkowo, ze wszystkimi plusami i minusami takiej sytuacji. Możemy tworzyć swój wirtualny wizerunek, nawiązywać znajomości czy współtworzyć konkretne serwisy. Radykalny demokratyzm globalnej sieci niektórych przeraża, innych z kolei inspiruje i zachwyca. Faktem jest też, że odkrywa bezmiar ludzkiej głupoty. Ale ta przecież nigdy nie była w defensywie.
Ciekawą cechą współczesnego Web 2.0 jest autorefleksyjność jego użytkowników. Na setkach tysięcy blogów gromadzone są nie tylko przemyślenia userów, ale także miliony interesujących bądź kuriozalnych zdjęć. Opatrzone często krytycznymi opisami, komentują świat. Nie tylko wirtualny, gdyż ten już dawno pokrył się z tym rzeczywistym. W internecie prywatne jest publiczne. A publiczne jest polityczne. Oczywiście wszystko za naszą zgodą.
Web 2.0 i mnie zmieniło. Ukazało nieskończone możliwości tracenia tzw. wolnego czasu, skłaniało do systematyzacji zainteresowań i fascynacji, a nawet reflektowania nad statusem znanych mi ludzi. Internet stale mnie zaskakuje i inspiruje, zawstydza i przeraża, odczarowuje świat i tworzy jego lustrzane, krzywe odbicie. Daje tysiące możliwości, których nawet nie potrafię wykorzystać. Ale wyciągam po nie rękę, rządny nowości. Sam już nie wiem czy bardziej mnie to cieszy czy frustruje. Wiem jedno: internet zabija powoli.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz