środa, 30 września 2009

emo violence/chaotic emo

Mam uczuciowy problem. Dla wielu jest to błahostka niewarta (auto)refleksji, łatwa to zracjonalizowania i przejścia nad nią do porządku dziennego. Nie dla mnie.

Od lat zamęczam ludzi mymi chwilowymi fascynacjami, które w danej chwili wydaja się być dla mnie alfą i omegą, opus magnum, Mount Everestem pragnień, wzorcem z Sevres doskonałości. Ogień ma to do siebie, że kiedyś gaśnie, nawet jeśli zdąży wcześniej dotkliwie poparzyć. Czy warto przekonywac o cieple płomieni i oślepiającym blasku? Czy zapewniać innych o pięknie supernowej?

Chwiejność emocjonalna nie wydaje sie początkowo czymś groźnym. Można się do tego przyzwyczaić, podchodzić do niej jak to każdej wady. Jej "zabawny" charakter kończy się jednak tam, gdzie życie rozwiewa marzenia. Ludzie lubią wierzyć. Zwłaszcza drugiemu człowiekowi. Jak jednak ufać komuś, kto nie jest pewny swych afektów, wszelkie uczucia z łatwością kwestionuje, a mimo to zamęcza znajomych opowieściami o swych niuestabilnych stanach emocjonalnych (które na daną chwilą wydają się być piękne, nieuchwytne i wiecznotrwałe jednocześnie)?

Ból mija. Radość mija. Samotność pozostaje. Dlatego ludzie mimo wszystko nadal wyciągają do siebie ręce. Próbują rozproszyć samotność i zyskać substytut stałości. Gdy im się to udaje, mówią o pięknie. To mgnienie ludzie nazywają sensem życia.

The past does not exist
The future is a myth...













poniedziałek, 28 września 2009

Everything is sexual

"Roger, I had a very disturbing dream last night. In this dream I found myself making love to a strange man. Only I'm having trouble you see, because he's old... and dying... and he smells bad, and I find him repulsive. But then he tells me that everything is erotic, that everything is sexual. You know what I mean? He tells me that even old flesh is erotic flesh. That disease is the love of two alien kinds of creatures for each other. That even dying is an act of eroticism. That talking is sexual. That breathing is sexual. That even to physically exist is sexual. And I believe him, and we make love beautifully."

Takimi słowami swój niepokojący sen opisuje bohaterka "Shivers"(1975) Davida Cronenberga. Dziwny to film, przez niektórych traktowany jako krytyczna alegoria seksualnej rewolucji. Oto grupa ludzi, bedących nosicielami pasożyta wywołującego seksualny obłęd, opanowuje nowoczesny wieżowiec i pogrąża się w autodestrukcyjnej orgii. A wszystko przez to, że jakiś lekarz chciał zredukować pragnienia człowieka do tych najbardziej podstawowych. W latach 70. wiedziano już, że te potrzeby mają charakter seksualny, a kresem i zarazem rewersem seksualnego wyzwolenia był gwałtowny rozwój kultury konsumpcyjnej.

Po 40 latach nadal trudno jednoznacznie ocenić dziedzictwo tej rewolucji. Gdyby nie seksualne wyzwolenie być może inaczej wyglądałaby druga (i trzecia) fala feminizmu, nie wiadomo jak potoczyłyby się losy ruchów LGBT, nie mówiąc juz o drogach przemysłu rozrywkowego. Jednocześnie podważenie tradycyjnych ról społecznych i związków międzyludzkich, a w zasadzie de facto całego konserwatywnego status quo, spowodowało wzrost znaczenia radykalnej prawicy, czasem chrześcijańskiej. Kiedy nastąpiło pierwsze odczarownie rewolucji seksualnej, wraz z wybuchem epidemii AIDS, duża część społeczeństwa była skłonna przyznać rację konserwatystom i religijnym fundamentalistom. "Wolna miłość" została uznana za rodzaj "rosyjskiej ruletki", a rodzina i monogamia ponownie znalazły się na ustach polityków (a także dużej częśći twóców kultury popularnej). Niepokój, jaki wtedy zasiano, zebrał żniwo w postaci swoistej kontrrewolucji, której skutki odczuwamy - np.w Polsce - do dziś.

Wszystko jest seksualne. Mówienie, oddychania, właściwie cała fizyczna egzystencja. "Shivers" Croneneberga, film który dwuznacznie odbija postulaty rewolucji seksualnej, znakomicie problematyzuje lęki, jakie owo wyzwolenie zrodziło. Jednocześnie nie jest to ani prosta krytyka kontrkultury, ani jej naiwna waloryzacja. Kanadyjski reżyser, zafascynowany zarówno wpływem nowych technologii na życie i świadomość człowieka, jak i przemianami cielesności, już w swym pełnometrażowym debiucie podejmuje temat z gruntu wyrastający z doświadczeń "rewolucji seksualnej". W jego całej twórczości odbija się zarówno wynikła z tej rewolty nieskrępowana fascynacja cielesnością i seksualnością, jak i mniej lub bardziej świadomy lęk przed konsekwencjami "wolnej miłości". U Cronenberga rany, kalectwo, umieranie zostają zrewaloryzowane i - po raz kolejny w dziejach kultury - Eros łączy się z Tanatosem. Zdobimy skóre tatużami, modyfikujemy ciała, szukami przeżyć ekstremalnych - robione to i przed seksualną rewolucją, ale nie była to wówczas kwestia kultury popularnej. Cronenberg uchwycił nie tylko moment w którym kwestie rytualne stały się przedmiotem zupełnie innych zjawisk społecznych, ale też sproblematyzował lęki wynikłe z radykalnego rozumienia hasła "free love". Everything is sexual, even dying.

piątek, 25 września 2009

Cyrk Zalewski rucha pieski...



...a Ty siedzisz na tyłku! Na szczęście już niedługo będziesz mógł/mogła to zmienić!


Image

Już 26 września Cyrk zALEWSKI po raz kolejny organizuje w Warszawie swój Festiwal Cyrkowy. Po raz kolejny również będziemy tam, aby pokazać nasz sprzeciw przeciwko wykorzystywaniu zwierząt w cyrkach.

Barbarzyński proceder tresury (a może bardziej odpowiednim słowem byłaby TORTURA?) zwierząt już dawno powinien był przestać być wykorzystywany. Okaleczone zwierzęta ubiera się w kolorowe stroje aby zakryć przed publicznością liczne rany. Zamknięte w ciasnych klatkach przewozi się na długich dystansach. Słonie tańczą na piłce, tygrysy skaczą przez płonące koło, lwy balansują na trapezach - bez wątpienia to czynności, których nie spotyka się w warunkach naturalnych.

Kolejny raz pojawiamy się, aby wyrazić nasz sprzeciw. Kolejny raz będziemy informować zmierzających do cyrku o prawdziwej twarzy cyrkowej "sztuki". Kolejny raz będziemy protestować, gdy za kolorowymi ścianami namiotu zwierzęta będą wykonywać barbarzyńskie polecenia treserów/ek.

Serdecznie zapraszamy do przyłączenia się do naszych protestów. Odbędą się one 26 września, 3 i 17 października o godzinach 13 i 17, oraz 27 września, 4 i 18 października o godzinach 11 i 16 przed kasą cyrkową. Cyrk już rozkłada się w parku u zbiegu ul. Bitwy Warszawskiej i al. Jerozolimskich, niedaleko dworca PKP Warszawa Zachodnia. Pokażmy razem co myślimy o wykorzystywaniu zwierząt w cyrkach!

Pomiędzy sobotnimi demonstracjami zapraszamy na piknik do parku - uraczymy się pysznymi smakołykami, pogramy we frisbee. A po - wspólny wypad do Cyklozy! Smile

    Więcej informacji można uzyskać tu.

    Chcesz uzyskać więcej informacji o naszych happeningach lub działaniach? Przyjeżdżasz spoza Warszawy i potrzebujesz noclegu? Pisz na kuba@viva.org.pl!

    Nie wiesz jak wygląda rzeczywistość zwierząt więzionych w cyrkach? Polecamy obejrzeć ten filmik.

    Nie wiesz kim jest zALEWSKI? Tu się możesz dowiedzieć.

Żądamy natychmiastowej rezygnacji z wykorzystywania zwierząt w cyrku!
zALEWSKI - omijaj Warszawę szerokim łukiem! Nie jesteś tu mile widziany!

Zapraszamy w imieniu organizatorów:
Stowarzyszenie Empatia
Inicjatywa Warszawska
Fundacja Viva! Akcja dla Zwierząt

środa, 23 września 2009

...nic więcej do powiedzenia....

Myślenie to wysiłek, religia to komfort

Zastanawiające jak ważne miejsce w systemach kulturowych zajmuje religia. Nie mogąc zrozumieć, człowiek próbuje rytualnymi praktykami i "magicznymi" słowami poradzić sobie z tzw. sferą sacrum. Jej złożoność i niewytłumaczalność paradoksalnie mało kogo skłania do głębszych refleksji. I słusznie. Religia, jako system wszechogarniający (zdaniem Clifforda Geertza - kulturowy), nie byłaby w stanie osiągnąć statusu prawdziwościowego i eksplanacyjnego dla członków danej społeczności, gdyż jednostki refleksyjne są w niej zawsze mniejszością. Czego ludzie nie potrafią zrozumieć, tłumaczą metafizyką i "boskimi" prawidłami. Jeśli w ogóle chce im się reflektować nad nierozwiązywalnymi kwestiami. Bo religia do dla wielu nie tyle system wierzeń, ile zestaw praktyk, organizujących życie. W tym sensie mogłaby w zasadzie obecnie egzystować nawet bez systemu wierzeń czy panteonu bóstw.

Odrzucenie religii to spory wysiłek. Nie chodzi wszkaże jedynie o negację danego boga czy bogów, ale wręcz o odrzucenie danej tradycji. W istocie postawa antyreligijna jest postawa kontrkulturową. Dopiero przy próbie odrzucenia religii uświadamiamy sobie jak bardzo jesteśmy w nią uwikłani. Nasz język, który poniekąd konstruuje nasze uniwersum symboliczne, jest nią przesiąknięty, uwikłany neimla bez wyjścia. Nie ma większego sensu tego rozplątywać Pozostaje zatem odciąć. Trzeba jednak mieć świadomość, że dla większości ludzi religia wydaje się czymś tak oczywistym jak panujący system polityczny. I dlatego jej całkowita izolacja i likwidacja wydaje się niemożliwa, natomiast możlliwe i potrzebne jest stopniowe i konsekwentne ograniczanie do minimum jej wpływu na nasze życie.

Niektórzy ludzie tzw. wierzący uważają, że ich religijne uczucia należy chronić. Choć z punktu widzenia psychologii absurdalnym jest twierdzić, że można obrazić stan psychiczny, tysiące religijnych ludzi kompletnie to ignoruje i żąda dla swych przekonań prawnej ochrony. Nie chodzi tylko o swobodę ich głoszenia ale o uniemożliwienie jakiejkolwiek krytyki zarówno treści, jak i związanych z nimi symboli. I tak wizerunek proroka albo spersonifikowanego boga (lub przedmiotu z nim związanego) staje się kwestią polityczną. Jego negacja, odbierana jest jako atak na uniwersum symboliczne, to zaś często pokrywa się - w umysłach wierzących - z realnym. W ten sposób religii udało się utrzymać swój mitotwórczy status. Bo prywatne jest dziś publiczne. A publiczne jest polityczne.

wtorek, 22 września 2009

Internet stole my virginity

David Fincher ekranizuje właśnie kontrowersyjną biografię twórcy Facebooka. Warto przy tej okazji zastanowić się jak bardzo internet, a zwłaszcza Web 2.0, wpłynął na nasze życie i relacje międzyludzkie. Ta część świata, która jest podłączona do globalnej sieci, uległa całkowitemu przeobrażeniu. Stworzony na potrzeby armii (jak każda nowinka techniczna), internet stał się nie tylko narzedziem pracy, ale i pomógł przeformułować znaczenie "wolnego czasu" i "wolnego dostępu do informacji". Jego anarchiczna natura koreluje ze stanem świadomości dużej części obywateli tzw. Zachodu. Ludzie przemodelowują swoją świadomość zgodnie ze wskazówkami rozwoju internetu. Myślą skrótowo, błyskawicznie wyszukują i przetwarzają informacje, optymalizują i maksymalizują sieci kontaktów, wreszcie - komunikują się ze sobą zupełnie inaczej. Socjolodzy od dawna piszą o tym, iż elektroniczne listy ze swej natury raczej nie są długie, podobnie jak trudno nam konstruktywnie rozmawiać na forach internetowych. Zamiast dysput, mamy szybką wymianę zdań, której symbolem są tzw. komunikatory, gdzie jedna emotka mówi więcej niż tysiąc słów. Im więcej przebywamy w wirtualnym świecie, tym efektywniej ripostujemy linkami i sprawiamy wrażenie osoby błyskotliwej, inteligentnej, idącej z "duchem czasu".

Internet nas zmienił. I serwisy społecznościowe, część zjawiska zwanego Web 2.0, są być może esencją tej zmiany. Już nie tylko wyszukujemy informacje, ale sami je generujemy. Wolnościowa natura Web 2.0 pozwala rozwijać się internetowi wielokierunkowo, ze wszystkimi plusami i minusami takiej sytuacji. Możemy tworzyć swój wirtualny wizerunek, nawiązywać znajomości czy współtworzyć konkretne serwisy. Radykalny demokratyzm globalnej sieci niektórych przeraża, innych z kolei inspiruje i zachwyca. Faktem jest też, że odkrywa bezmiar ludzkiej głupoty. Ale ta przecież nigdy nie była w defensywie.

Ciekawą cechą współczesnego Web 2.0 jest autorefleksyjność jego użytkowników. Na setkach tysięcy blogów gromadzone są nie tylko przemyślenia userów, ale także miliony interesujących bądź kuriozalnych zdjęć. Opatrzone często krytycznymi opisami, komentują świat. Nie tylko wirtualny, gdyż ten już dawno pokrył się z tym rzeczywistym. W internecie prywatne jest publiczne. A publiczne jest polityczne. Oczywiście wszystko za naszą zgodą.

Web 2.0 i mnie zmieniło. Ukazało nieskończone możliwości tracenia tzw. wolnego czasu, skłaniało do systematyzacji zainteresowań i fascynacji, a nawet reflektowania nad statusem znanych mi ludzi. Internet stale mnie zaskakuje i inspiruje, zawstydza i przeraża, odczarowuje świat i tworzy jego lustrzane, krzywe odbicie. Daje tysiące możliwości, których nawet nie potrafię wykorzystać. Ale wyciągam po nie rękę, rządny nowości. Sam już nie wiem czy bardziej mnie to cieszy czy frustruje. Wiem jedno: internet zabija powoli.

poniedziałek, 21 września 2009

Czy to gorycz łatwiej jest wykrzyczeć...

...niż wyśpiewać w oczach blask? Tak w jednej ze swoich piosenek pytają Złodzieje Rowerów. Ten sam zespół zachęca, by nie negować się swych emocji, patrzeć w lustro i nie wstydzić się siebie. Łatwo się zgodzić z takim refleksyjnym, a zarazem pozytywnym przekazem. Trudniej wprowadzić go w życie. Gdy pierwszy raz słuchałem tych piosenek byłem wzruszony. Złodzieje Rowerów mieli na mnie wpływ mniej więcej taki jak na nich samych wcześniej Guernica Y Luno - cytując Jacka, wokalistę ZxRx: "Nadal jebię idoli, lecz zmusiłaś mnie do tego, bym nie wstydził się tego co czuję". Te słowa, tylko i aż słowa, trafiały prosto w serce. Dzięki nim odkryłem czym dla mnie jest punk, powoli uczyłem się myślec krytycznie i dostrzegać niuanse rzeczywistości. Rozwijała się moja wrażliwość, poniekąd źródło mojej postępującej mizantropii i rozczarowania społeczeństwem.

Co dała mi ta aspołeczna postawa? Czy przewartościowała mnie na tyle, bym potrafił stworzyć konstruktywną alternatywę? Wtedy wydawało mi się, że sama negacja jest najważniejsza, że stanowi pierwszy krok. Dziś wiem, jak bardzo się myliłem. Za pomocą słów byłem w stanie zanegować całe status quo, podważyć uniwersum symboliczne i realne, odrzucić wszystko i wszystkich. Na tym jednak często kończył się mój radykalizm. Bo łatwiej w coś wierzyć, niż praktykować.

Dysonans między zajmowanym stanowiskiem a realnymi zmianami siebie i swego otoczenia owocował różnymi próbami wyjścia z tej aporii. Jedną z nich było straight edge, wybrane jako opozycja do dominującego w naszej kulturze modelu zabawy. Choć większość moich znajomych piła, paliła i/lub zażywała narkotyki, ja świadomie wybrałem drogę drug free. Dziś nie podpisuję się już "trzema niewiadomymi", ale ta postawa na pewno dała mi bardzo dużo i zawsze ceniłem ludzi, którzy wybierają tę drogę. Zwłaszcza jeśli czynią to świadomie i krytycznie. Straight edge było drogą, jeszcze jednym sposobem negacji rzeczywistości. Czy jednak pomagało kreować alternatywy? Tego nie wiem, mnie na pewno pomogło zmniejszyć dysonans między pragnieniami a rzeczywistością.

Każdy wybiera sobie własną drogę rozwoju, nawet jesli przyjąć, ze ograniczają nas warunki środowiskowe. Ceną za wrażliwość i otwarte oczy jest ból, rozczarowanie i nierzadko apatia. Nasze wybory nie raz były, są i będą odrzucane przez tzw. społeczeństwo. Sukces i przeciętność dla wielu są dziś synonimami. Ciężko jest tłumaczyć się z uczuć, usprawiedliwiać emocje. Z drugiej strony - jak odciąc się całkowicie od społeczeństwa, ciągle w nim funkcjonując? Mind Pollution miało rację - ten świat nie jest stworzony dla ludzi wrażliwych.

czwartek, 17 września 2009

Chociaż prawo zabrania

Poznański Squat Rozbrat świętuje dziś swe piętnaste urodziny. Być może ostatnie. Współpracujący z politykami deweloperzy widzą w jego miejscu strzeżone osiedle domków jednorodzinnych wraz z przyległą do niego strefą gastronomiczną. Prezydent Poznania oczyma wyobraźni widzi napływ nowych, bogatych obywateli i wzrost wartości miasta w oczach inwestorów. Ignoruje rady mieszkańców, odrzuca poprawki do planu zagospodarowania przestrzennego (mogące ukrucić samowole deweloperów), w zamian oferując budowę kolejnych centrów handlu i rozrywki. Bo miasto to firma. A Poznań wie jak ignorować mieszkańców i wspierać gentryfikację.

W samym środku tego wybitnie antyspołecznego miasta od 15 lat funkcjonuje "anarchistyczna wyspa". Rozbrat. Squat, biblioteka wolnościowa, sala prób i dwie koncertownie, warsztat sitodruku, rowerownia, klub anarchistyczny i galeria, przestrzeń do zabawy i tworzenia, zieleń. Od 15 lat bez dotacji, bez sponsorów, bez subsydiów. Przez 15 lat ludzie związani z tym miejscem podkładają nogi politykom i tworzą własną kontr-kulturę. Demonstracje, obrona praw pracowniczych, koncerty, wykłady, food not bombs i maksymalnie niekomercyjny, antykapitalistyczny "lifestyle".

W ten weekend Rozbrat świętuje. Zwiera szyki i nabiera powietrza, bo walka wciąż trwa. Viva la squatting!

Egzema - viva la squatting











Nazwij to jak chcesz...

...ale nie szukaj fałszywego pocieszenia. Dawno temu Trująca Fala reklamowała płytę crustowego zespołu Filth of Mankind (polecam wywiad z zespołem ) właśnie taką sentencją. I ja chętnie się pod nią podpisuję. Lubimy się oszukiwać. Żyjemy złudzeniami, poszukujemy po omacku sensu, a gdy znajdujemy iskierkę nadziei, próbujemy polewać ją benzyną. Nadzieja wszakże umiera ostatnia i zarazem pierwsza rodzi się w naszej głowie, nierzadko będąc głównym motywem działania. Ale fałszywe pragnienia, fałszywe potrzeby, fałszywa radość działają jak narkotyki, napędzając, a zarazem niszcząc nas. Ilu z nas gotowych jest być drug free? Do you really want your freedom?