poniedziałek, 21 września 2009

Czy to gorycz łatwiej jest wykrzyczeć...

...niż wyśpiewać w oczach blask? Tak w jednej ze swoich piosenek pytają Złodzieje Rowerów. Ten sam zespół zachęca, by nie negować się swych emocji, patrzeć w lustro i nie wstydzić się siebie. Łatwo się zgodzić z takim refleksyjnym, a zarazem pozytywnym przekazem. Trudniej wprowadzić go w życie. Gdy pierwszy raz słuchałem tych piosenek byłem wzruszony. Złodzieje Rowerów mieli na mnie wpływ mniej więcej taki jak na nich samych wcześniej Guernica Y Luno - cytując Jacka, wokalistę ZxRx: "Nadal jebię idoli, lecz zmusiłaś mnie do tego, bym nie wstydził się tego co czuję". Te słowa, tylko i aż słowa, trafiały prosto w serce. Dzięki nim odkryłem czym dla mnie jest punk, powoli uczyłem się myślec krytycznie i dostrzegać niuanse rzeczywistości. Rozwijała się moja wrażliwość, poniekąd źródło mojej postępującej mizantropii i rozczarowania społeczeństwem.

Co dała mi ta aspołeczna postawa? Czy przewartościowała mnie na tyle, bym potrafił stworzyć konstruktywną alternatywę? Wtedy wydawało mi się, że sama negacja jest najważniejsza, że stanowi pierwszy krok. Dziś wiem, jak bardzo się myliłem. Za pomocą słów byłem w stanie zanegować całe status quo, podważyć uniwersum symboliczne i realne, odrzucić wszystko i wszystkich. Na tym jednak często kończył się mój radykalizm. Bo łatwiej w coś wierzyć, niż praktykować.

Dysonans między zajmowanym stanowiskiem a realnymi zmianami siebie i swego otoczenia owocował różnymi próbami wyjścia z tej aporii. Jedną z nich było straight edge, wybrane jako opozycja do dominującego w naszej kulturze modelu zabawy. Choć większość moich znajomych piła, paliła i/lub zażywała narkotyki, ja świadomie wybrałem drogę drug free. Dziś nie podpisuję się już "trzema niewiadomymi", ale ta postawa na pewno dała mi bardzo dużo i zawsze ceniłem ludzi, którzy wybierają tę drogę. Zwłaszcza jeśli czynią to świadomie i krytycznie. Straight edge było drogą, jeszcze jednym sposobem negacji rzeczywistości. Czy jednak pomagało kreować alternatywy? Tego nie wiem, mnie na pewno pomogło zmniejszyć dysonans między pragnieniami a rzeczywistością.

Każdy wybiera sobie własną drogę rozwoju, nawet jesli przyjąć, ze ograniczają nas warunki środowiskowe. Ceną za wrażliwość i otwarte oczy jest ból, rozczarowanie i nierzadko apatia. Nasze wybory nie raz były, są i będą odrzucane przez tzw. społeczeństwo. Sukces i przeciętność dla wielu są dziś synonimami. Ciężko jest tłumaczyć się z uczuć, usprawiedliwiać emocje. Z drugiej strony - jak odciąc się całkowicie od społeczeństwa, ciągle w nim funkcjonując? Mind Pollution miało rację - ten świat nie jest stworzony dla ludzi wrażliwych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz