Mam uczuciowy problem. Dla wielu jest to błahostka niewarta (auto)refleksji, łatwa to zracjonalizowania i przejścia nad nią do porządku dziennego. Nie dla mnie.
Od lat zamęczam ludzi mymi chwilowymi fascynacjami, które w danej chwili wydaja się być dla mnie alfą i omegą, opus magnum, Mount Everestem pragnień, wzorcem z Sevres doskonałości. Ogień ma to do siebie, że kiedyś gaśnie, nawet jeśli zdąży wcześniej dotkliwie poparzyć. Czy warto przekonywac o cieple płomieni i oślepiającym blasku? Czy zapewniać innych o pięknie supernowej?
Chwiejność emocjonalna nie wydaje sie początkowo czymś groźnym. Można się do tego przyzwyczaić, podchodzić do niej jak to każdej wady. Jej "zabawny" charakter kończy się jednak tam, gdzie życie rozwiewa marzenia. Ludzie lubią wierzyć. Zwłaszcza drugiemu człowiekowi. Jak jednak ufać komuś, kto nie jest pewny swych afektów, wszelkie uczucia z łatwością kwestionuje, a mimo to zamęcza znajomych opowieściami o swych niuestabilnych stanach emocjonalnych (które na daną chwilą wydają się być piękne, nieuchwytne i wiecznotrwałe jednocześnie)?
Ból mija. Radość mija. Samotność pozostaje. Dlatego ludzie mimo wszystko nadal wyciągają do siebie ręce. Próbują rozproszyć samotność i zyskać substytut stałości. Gdy im się to udaje, mówią o pięknie. To mgnienie ludzie nazywają sensem życia.
The past does not exist
The future is a myth...
Od lat zamęczam ludzi mymi chwilowymi fascynacjami, które w danej chwili wydaja się być dla mnie alfą i omegą, opus magnum, Mount Everestem pragnień, wzorcem z Sevres doskonałości. Ogień ma to do siebie, że kiedyś gaśnie, nawet jeśli zdąży wcześniej dotkliwie poparzyć. Czy warto przekonywac o cieple płomieni i oślepiającym blasku? Czy zapewniać innych o pięknie supernowej?
Chwiejność emocjonalna nie wydaje sie początkowo czymś groźnym. Można się do tego przyzwyczaić, podchodzić do niej jak to każdej wady. Jej "zabawny" charakter kończy się jednak tam, gdzie życie rozwiewa marzenia. Ludzie lubią wierzyć. Zwłaszcza drugiemu człowiekowi. Jak jednak ufać komuś, kto nie jest pewny swych afektów, wszelkie uczucia z łatwością kwestionuje, a mimo to zamęcza znajomych opowieściami o swych niuestabilnych stanach emocjonalnych (które na daną chwilą wydają się być piękne, nieuchwytne i wiecznotrwałe jednocześnie)?
Ból mija. Radość mija. Samotność pozostaje. Dlatego ludzie mimo wszystko nadal wyciągają do siebie ręce. Próbują rozproszyć samotność i zyskać substytut stałości. Gdy im się to udaje, mówią o pięknie. To mgnienie ludzie nazywają sensem życia.
The past does not exist
The future is a myth...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz