piątek, 22 stycznia 2010

war is over, if you want it

Neoliberalizm to doktryna ekonomiczna, ukazująca "niewidzialną rękę rynku", deregulację i prywatyzację przestrzeni publicznej jako gotowe recepty na szczęście i dobrobyt...niewielkiej grupy ludzi. Tzw. "wolny rynek" to w istocie pole spekulacji finansowych kilku korporacji, które skupiają się na kreowaniu swego wizerunku, a nie wytwarzanie produktu. "Brudną robotę" zleca się "podwykonawcom" - dzięki temu multikorporacje mogą inwestować miliony w reklamę i "procesy o zniesławienie", mimochodem podkreślając potencjalnym "wytwórcom", że interesuje ich jedynie maksymalnie niski koszt produkcji.

Wybierają "raje podatkowe", miejsca na peryferiach"świata Zachodu", częściej- Kraje Trzeciego Świata. Nie czują się odpowiedzialni za wyzysk, ubóstwo, zerowe prawa pracownicze - grożą że będą postępować jak jaskółki. Chcesz polepszyć warunki pracy - odlecimy tam, gdzie ludzie przyjmą nas z otwartymi rękami, przy okazji nie płacąc pracownikom za nadgodziny. Dzięki temu koszt będzie jeszcze mniejszy.

Neoliberałowie ostro krytykują "państwowy protekcjonizm", ale w istocie państwo jest im niezbędne - by ułatwić i legitymizować rozwiązania jeszcze niedawno uznawane za niedorzeczne lub wręcz faszystowskie. W rezultacie nie tylko umacnia się podział na bogatą Północ i biedne Południe, ale sytuację w której 3/4 ludzkości czerpie zyski z niewolniczej pracy, ubóstwa i systemu długów (do ich zaciągania namawiali ci sami ludzie, którzy dziś czerpią zyski z ciągnącej się latami spłaty - jej koszt rozkłada się na zwykłtych ludzi, rządzący jak zwykle trzymają się mocno) uznaje się za normalną, pożądaną i, zgadliście, zgodną z logiką "wolnego rynku".

Kapitalizm w swym obecnym , korporacyjnym i globalnym, wariancie wyrasta wprost z założeń neoliberalizmu, komplikuje się tylko sieć zależności. Bogaci się bogacą, biedni są biedni - nie ma alternatywy. Państwo, poprzez system represji i prawnych regulacji, ochrania i stymuluje neoliberalny kapitalizm. Gdy mimo to nadal nie widać powszechnej szczęśliwości, zwolennicy Miltona Friedmana odpowiadają - to dlatego że rynek nadal nie jest wystarczająco wolny. Jeśli fakty przeczą teorii - tym gorzej dla faktów.

Rząd to grupa ludzi o specjalnych przywilejach, która realizuje partykularne i korporacyjne interesy, cały czas twierdząc, że robi to "dla wspólnego dobra" i "w naszym imieniu". Niektórzy wierzą, że gdy co kilka lat wrzucą do urny kartkę, będą mogli wybrać "władców", a co za tym idzie - wpływać na politykę. Ktokolwiek jednak nie wygrywa w tym konkursie, rząd zawsze okazuje się skorumpowany, nieudolny i kompletnie wyizolowany od potrzeb społecznych. System ten nazywamy demokracją parlamentarną.

Nie ma prostych rozwiązań, ale tym bardziej nie powinniśmy polegać na systemie wyzysku i kontroli - ze strony rządów i korporacji. Samoorganizacja i pomoc wzajemna to początek drogi. Musimy stopniowo uczyć się odpowiedzialności za swoje czyny i słowa - tak by nie rozmywała się ona, a decyzje dotyczące naszego życia nie zapadały w luksusowych budynkach tysiąc mil stąd.



6 komentarzy:

  1. "Imperializm jako najwyższe stadium kapitalizmu" - już wujek Lenin zauważył, że wojny tkwią w istocie kapitalizmu.. Zdobywanie stref wpływów, czy to dla celów finansowych czy politycznych, zresztą wszystko się łączy i rozbija o pieniądze.

    OdpowiedzUsuń
  2. a Kant by uznał chciwość za imperatyw kategoryczny kapitalisty :(

    OdpowiedzUsuń
  3. hmm polemizowałabym, przecież imperatyw kategoryczny zakłada postępowanie w sposób, jaki chcielibyśmy żeby był powszechny (nie rób drugiemu co tobie niemiłe?), do tego kantowski imperatyw praktyczny, żeby człowieczeństwa nie używać jako środka, ale celu..

    OdpowiedzUsuń
  4. no ale przecież kapitalista czy raczej neoliberalny kapitalista uważa, że jeśli ludzie będą kierować się chciwością i będą tylko nastawiać się na zysk, bogacenie się, to będzie tryumfował wolny rynek i wszyscy będą szczęśliwi! W tym sensie chciwość byłaby by owym ukrytym imperatywem praktycznym...liczą się wyłącznie zyski

    OdpowiedzUsuń
  5. mamy inny tok myślenia, ale dochodzimy pewnie do tych samych wniosków. Kant na pewno był rzecznikiem kapitalizmu, ale moim zdaniem niekoniecznie ze względu na imperatywy, ale na relatywizm moralny i założenie konkurencji jednostek, o!
    A art. jak zwykle dobry ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. no racja - te imperatywy to raczej moja luzna postkantowska impresja, i jestem sklonny uznac ze naduzywam tu slowa "imperatyw" badz uzywam gow znaczeniu niewlasciwym. oczywiscie ze dla Kanta liczyloby sie przede wszystkim "prawo moralne w nim" i twierdzilby ze na wolnym rynku mamy wszyscy rowne szanse. pewnie by też napisał "Uzasadnienie metafizyki nierówności" albo "Krytykę władzy samostanowienia" :/

    OdpowiedzUsuń